Newsletter

 
Nieporadni wobec przedszkola

Wrzesień 2011 to z pewnością miesiąc przedszkoli – w mediach, na forach, w codziennych (i to nie tylko tych prowadzonych w piaskownicy) rozmowach aż huczy, a spośród innych słów wybija się szczególnie to pytanie: „To ILE w końcu? I ZA CO?”.


Najpierw (w lipcu) było 3,5 zł za godzinę (krakowska opłata była jedną z najwyższych stawek za przedszkole w kraju). Od kilku dni jest już 2,5 zł (ostatnia uchwała radnych Krakowa, którzy zreflektowali się, że z podwyżką przesadzili). Ustalono też, że rodzice dzieci przebywających w przedszkolu tylko pięć godzin, nie wnoszą żadnych opłat.
Tyle teoria. A praktyka? Te dwa wymienione wyżej punkty to jedyne zasady, co do których wszyscy (tj. i rodzice, i nauczyciele, i dyrektorzy, i urzędnicy wreszcie) mają jasność. Reszta jest jedną wielką niewiadomą i budzi nieustające dyskusje.

 

Od... do...?
Pierwsze pytanie, z jakim borykają się przedszkola i rodzice, brzmi: „które godziny mają być bezpłatne?”. Bo tego urzędnicy nie ustalili, zostawiając zarządzającym samorządowymi placówkami przedszkolnymi wolną rękę i tłumacząc się demokracją. Efekt? Zamęt i liczne pretensje.
Trzeba bowiem wiedzieć, czym w istocie jest podstawa programowa realizowana w przedszkolach. Pięć godzin dziennie to wcale nie tylko zajęcia dydaktyczne (żaden przeciętny przedszkolak tyle by nie wytrzymał) – na te przeznacza się najwyżej jedną piątą czasu (czyli około pięć godzin tygodniowo). Oprócz dydaktyki jest zatem: czas na zabawę, pobyt na świeżym powietrzu oraz czas do dyspozycji nauczyciela, ze wskazaniem na czynności opiekuńcze, samoobsługowe, organizacyjne. Zatem nauczyciel przedszkola realizuje podstawę programową także wtedy, gdy np. pomaga dzieciom przygotować się do posiłku, uczy ich samoobsługi itp. Nie zbłądzi więc ten, kto powie, że jakkolwiek by wybrać godziny przebywania dziecka w przedszkolu, zawsze będzie to czas realizacji podstawy programowej. Zatem może w ogóle nie trzeba ustalać ram czasowych obejmujących bezpłatne godziny, wystarczy precyzyjne wyliczenie ich liczby dla każdego dziecka z osobna?
I tu pojawia się kolejne pytanie: kto takie wyliczenia miałby brać na siebie? Dyrektor przedszkola? Wychowawczyni grupy? A może specjalnie zatrudniony w tym celu pracownik? Ktokolwiek by to był, jedno jest pewne: w świetle nowych ustaleń resortu edukacji (i samorządów) przedszkole z placówki wychowującej i kształcącej powoli przeradza się w narzędzie systemu i biurokracji. I jeśli obecne zamieszanie nie jest tylko chwilowym zaburzeniem, ale wskazuje na kierunek, jaki obrali decydujący o kształcie polskiej edukacji urzędnicy, to trzeba wysnuć niepokojący wniosek: w miejsce powszechnego dostępu do edukacji, o jakim mówi dzisiejszy rząd, będziemy mieć odczuwany na coraz wcześniejszych poziomach kształcenia wstręt do edukacji. A będzie tak, jeśli miła pani przedszkolanka stanie się maszynką do liczenia i zapisywania godzin, jeśli rodzic w nerwowym pędzie interesować się będzie już nie jakością, ale ilością czasu pobytu dziecka w przedszkolu, zżymając się każdorazowo na jakiekolwiek spóźnienie, jeśli dziecko zamiast kojarzyć przedszkole z radością z przebywania z rówieśnikami zacznie łączyć je z nerwowym spoglądaniem na zegarek szwajcarski, pieniędzmi i odbijaniem karty godzinowej.

 

Problem z dodatkami
Rodzice posyłający dzieci do przedszkoli w ofercie podstawowej dostają „zwykłą” opiekę pani przedszkolanki i realizowane przez nią standardowe zajęcia (np. zajęcia plastyczne). Wszelkie „luksusowe” dodatki (standardowo oferowane w godzinach przedobiednich) są odrębnie płatne – dotyczy to zajęć z języka obcego, rytmiki, tańca towarzyskiego itp. Opłata nie jest wysoka (w Krakowie to średnio 50–60 zł za semestr zajęć), ale fakt pozostaje faktem: kto chce zadbać o pełniejszy rozwój dziecka, musi za to dodatkowo zapłacić.
W świetle nowych wytycznych dotyczących opłat za przedszkola rodzi się zatem pytanie: dlaczego rodzice mają płacić podwójnie za niektóre godziny przebywania dziecka w przedszkolu? Bo uczestnictwo w zajęciach dodatkowych nie oznacza odliczenia przez przedszkole stawki podstawowej za czas nauki języka obcego czy tańca. Odpowiedzi, jakich udzielają urzędnicy czy dyrektorzy przedszkoli, chyba nikogo nie przekonują: bo zajęcia odbywają się w budynku przedszkola (zatem tak należałoby wyliczyć stawkę za nie, by obejmowała także „wynajem” przedszkolnych sal), bo wychowawczynie i tak pracują w tym czasie (zgoda, ale na pewno nie z dziećmi, które mają w tym czasie zajęcia z „dochodzącą” nauczycielką rytmiki czy angielskiego). I w ten sposób zajęcia dodatkowe, miast być bonusem dla dziecka, też stają się przedmiotem sporu.

 

Ile minut ma godzina?
Kolejna niejasność dotyczy czasu spędzanego przez dziecko w przedszkolu, czyli tego, jak należy rozumieć pojęcie przedszkolnej godziny. Czy „godzina” oznacza tu po prostu 60 minut (wtedy sumuje się minuty spędzone przez dziecko w przedszkolu, dzieli je przez 60, i w ten sposób dostaje się dokładną liczbę godzin), czy też każdą dowolną liczbę minut z każdej rozpoczętej pełnej godziny (wtedy dziecko przebywające w przedszkolu np. w godzinach 8.00 – 16.00 byłoby traktowane tak samo w rozliczeniach, jak dziecko przychodzące na godzinę 8.55 i wychodzące o 16 – każde z nich miałoby wyliczone 8 godzin pobytu). Pomysł, by po zamknięciu każdego miesiąca sumować liczbę minut, jakie spędziło dziecko w przedszkolu i na tej podstawie rozliczać się z rodzicami, należy chyba do jednych z najbardziej kuriozalnych w polskiej oświacie ostatnich lat i jest wcieleniem snu wariata porządkującego świat w tabelki.

Co dla nas, rodziców przedszkolaków, wynika z wrześniowej afery z przedszkolami? Chyba tylko jedna smutna refleksja: szkoda, że nasze dzieci nie urodziły się wcześniej – na tyle wcześnie, by ominęła je także inna oświatowa afera, związana z posyłaniem do szkół sześciolatków.

 

Alicja Ziemska

Skomentuj artykuł na forum

 

Krótka historia przedszkolnych opłat
Do wiosny 2011 rodzice w Krakowie płacili 163,32 zł/ miesiąc (liczba godzin spędzanych przez dziecko w przedszkolu była bez znaczenia) + opłata za wyżywienie.
W efekcie interwencji sądów administracyjnych resort edukacji nakazał gminom przyjąć nowe zasady opłat (zależne od liczby godzin spędzanych przez dziecko w przedszkolu). Jeśli dziecko jest w przedszkolu tylko pięć godzin (czas realizacji podstawy programowej), rodzice nie płacą za jego pobyt, wnoszą tylko opłaty za wyżywienie. Każda dodatkowa godzina pobytu jest płatna.

 

 


edukacyjnykrakow.pl 2011-09-17