![]() ![]() |
|
|
Wyszukaj
Polecamy
„Podążaj za białym królikiem" - nowa wystawa w Bunkrze Sztuki Wystawa „Niemcy dla początkujących"
Strefy
|
![]()
Niejedno oblicze sesji Styczeń to najgorętszy okres w życiu studentów. Do świadomości niejednego żaka dochodzi wtedy nagle, że przecież sesja już za pasem. Nie ma co czarować, że większość z nas systematycznie uczy się w czasie semestru. Niemal każdy student zabiera się za naukę w ostatniej chwili. I wtedy w ruch idą napoje energetyczne, hektolitry kawy, ogromne ilości czekolady i wypalanych papierosów. Oczywiście, nie są to najlepsze sposoby, ale… witamy w studenckiej rzeczywistości. – Niestety bywa tak, że zaczynam czytać notatki na dzień przed egzaminem – opowiada Ania, studentka ostatniego roku dziennikarstwa. – A to oczywiście kończy się zarwaną nocą.
Ach, ta systematyczność Karolina, która w zeszłym roku skończyła chemię na UJ, bardzo dobrze wie, że niewielu jest takich, którzy uczą się systematycznie. – W moim przypadku najlepiej sprawdzało się na tydzień przed egzaminem czytanie skryptów i wykładów – opowiada dziewczyna. – Pomagało mi wypunktowanie najważniejszych haseł. Na trzy dni przed egzaminem Karolina przyswajała wiedzę. Ale nie zawsze trzymała się tego schematu. – Zdarzyło mi się parę razy zakuwać na dzień przed – przyznaje. – Ale dzisiaj jako pani magister mogę stwierdzić, że to zdecydowanie się nie sprawdza. Pamięta się tylko to, co się przeczytało jako ostatnie i bez szczęścia czy dobrej woli kolegi sesja kończy się poprawką. Kuba, student V roku informatyki, uważa że jego przykład powinien posłużyć bardziej jako przestroga niż przykład dla kogokolwiek. – Najczęściej jest tak, że dokładnie planuję, kiedy rozpocznę naukę do danego egzaminu, ale kiedy przychodzi co do czego, przeważnie nie spełniam danych sobie obietnic – opowiada. Kuba zarywa zatem noc, wypija mnóstwo napojów energetycznych i całkowicie skupia się na kilkanaście godzin tylko na jednym. – Po egzaminie wracam do domu, zasypiam na dwadzieścia godzin i... naukę planuję sobie dalej – śmieje się. – Zawsze udaje mi się nauczyć w ten sposób na tyle, aby wszystko zdać.
Nocne marki Kamila, studentka II roku chemii, uważa, że wszystko zależy od rodzaju egzaminu, do jakiego mamy podejść. Jeśli to sprawdzenie wiedzy z całego roku, to wówczas trzeba wziąć się wcześniej do roboty. Kamila podkreśla, że w czasie sesji spora odpowiedzialność spoczywa na staroście, gdyż to on ma spory wpływ na terminy egzaminów. – Dobrze jest, gdy między nimi jest kilka dni przerwy. To pozwala skupić się na jednym przedmiocie, zdać go i zabrać się za następny – uważa. Kasia, studentka dwóch kierunków, zaczyna kompletowanie wszystkich notatek, skryptów, kserówek jakiś czas przed sesją. Dzięki temu mniej się stresuje. Jeśli przedmiot jest ciekawy albo bardzo trudny, to do poduszki przegląda po parę stron. – Ale prawdziwa walka zaczyna się dwa dni przed egzaminem – twierdzi. – Czytanie, podkreślanie, wspomagacze...
Ekspresowe metody Kasia odkryła, że świetnym sposobem na szybkie przyswojenie wiedzy jest nauka w kilkuosobowych grupach. Wzajemne odpytywanie się pomaga zapamiętać więcej materiału. Magda, studentka ostatniego roku ekonomii, jest zdecydowanym wzrokowcem. – W czasie nauki rysuję mnóstwo tabelek, mapek, rozkładam kartki po całym pokoju, przez co moi współlokatorzy mają niezły ubaw – opowiada. Według Ani sposoby na naukę zależą od tego, czy jest się wzrokowcem czy słuchowcem. Podobnie jak Kasia uważa, że wspólna nauka może pomóc w zapamiętaniu najważniejszych rzeczy nawet za pierwszy razem. Dziewczyna podkreśla, że bardzo ważna jest współpraca w czasie sesji. – Jeśli mam duży spis lektur, a wiem, że muszę je przeczytać, dzielę się nimi na pół z koleżanką i robimy sobie z ich notatki, co bardzo zaoszczędza czas – mówi. Dominika, już absolwentka turystyki na AWF, starała się nigdy nie uczyć na pamięć. – Pomagały mi nauka na zasadzie skojarzeń, dużo sobie rysowałam, rozpisywałam na kolorowo, a nawet rymowałam – wspomina. Inna sprawdzona metoda to np. nagrywanie się na dyktafon.
Znajdą się i systematyczni Na szczęście istnieją także sumienni i systematyczni studenci, którzy mogą posłużyć jako przykład. Tak jak Krysia, studentka IV roku pedagogiki. Naukę do egzaminów rozpoczyna w przerwie między świętami a sylwestrem. Zwykle materiał z danego przedmiotu dzieli na kilka części, np. po pięć wykładów dziennie z jednego przedmiotu. – Nie potrafię uczyć się po nocach, ponieważ wówczas nie mam szans na to, że cokolwiek zapamiętam – opowiada. – Wcześniejsza nauka daje mi poczucie bezpieczeństwa i komfort psychiczny.
Plany po sesji Ania co roku obiecuje sobie, że podczas następnego semestru będzie systematyczna. Jednak nigdy nie wyszło jej jeszcze spełnienie tej obietnicy. – Ale jestem już na piątym roku i zawsze moja sesja wygląda tak samo, a jeszcze nigdy nie pisałam poprawki – twierdzi. Nasza bohaterka, żeby w czasie sesji trochę uciszyć poczucie winy i wyrzuty sumienia, unika kontaktów towarzyskich, nigdzie nie wychodzi, nie czyta innych książek niż te potrzebne do sesji, nie ogląda filmów. – Oczywiście, to tylko taka przykrywka – dodaje. Wiele studentek przyznaje się także do tego, że sesja to zawsze parę dodatkowych kilogramów, gdyż stres najłatwiej zagłuszyć sporą ilością słodyczy i innych przysmaków. I mało kogo obchodzi wtedy to, że wskaźnik na wadze pokazuje większą liczbę, przecież… kiedy skończy się sesja, to na pewno zrzuci się nadmiar tłuszczyku. No właśnie, ostatnia cenna rada: jeśli masz dużo egzaminów, to pomyśl o tym, co będziesz robić po sesji. Pomaga!
Agata Olejniczak edukacyjnykrakow.pl 2010-01-17 |