Newsletter

 
Najważniejsza jest konsekwencja

Jak zachęcić ucznia do historii? Jakie cechy powinien posiadać dobry nauczyciel i co jest najważniejsze w nauczaniu młodzieży. Na te i na wiele innych pytań odpowie Józef Jaworski – nauczyciel historii w elitarnym V LO w Krakowie, pierwszy laureat Nagrody im. Tadeusza Słowikowskiego na najlepszego nauczyciela historii.


Nagroda imienia Tadeusza Słowikowskiego jest inicjatywą Polskiego Towarzystwa Historycznego Oddział w Krakowie. Przyznawana jest nauczycielom szkół ponadgimnazjalnych za szczególne osiągnięcia dydaktyczne oraz propagowanie wiedzy historycznej. W skład kapituły wchodzą reprezentanci Zarządu Oddziału PTH, przedstawiciel Prezydenta Miasta Krakowa, reprezentanci Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz Zespołu Doradców Metodycznych Urzędu Miasta Krakowa. W 20009 r. została przyznana po raz pierwszy. Więcej na stronie PTH w Krakowie.

– Kiedy zafascynował się Pan historią?
– Tego tak naprawdę nie da się jednoznacznie stwierdzić. Z okien mojego rodzinnego domu widać pole bitwy pod Byczyną (1588 r.), w której hetman Zamoyski pobił arcyksięcia Maksymiliana Habsburga i może jakieś fluidy tego miejsca na mnie oddziaływały. Ale tak na poważnie… Po skończeniu podstawówki chciałem zostać lekarzem weterynarii, dlatego też zdecydowałem się podjąć dalszą edukację w technikum rolniczym. W tej szkole spotkałem nauczyciela-pasjonata historii, Jana Owczarzego, który skutecznie mnie nią „zaraził”. W trzeciej klasie zostałem finalistą etapu centralnego Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym, co dawało mi możliwość rozpoczęcia studiów historycznych bez konieczności zdawania egzaminów wstępnych. W dalszym ciągu myślałem jednak o tym, aby zostać weterynarzem, nawet maturę zdawałam z biologii. Nie mogłem jednak podjąć studiów weterynaryjnych ze względu na zaświadczenie lekarskie, jakie wystawił mi młody, niedoświadczony lekarz. Kilka dni byłem załamany, ale później postanowiłem spróbować swych sił na studiach historycznych. Pomyślałem: jak upaść, to z wysokiego konia. Dlatego mając wolny wstęp na historię, wybrałem studia na UJ. Mogę powiedzieć, że z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że ostatecznie wybrałem jednak historię, a nie weterynarię.

 

– Co jest najtrudniejsze w uczeniu młodzieży?
– Jest bardzo wiele trudności. W gruncie rzeczy myślę, że jeśli chodzi o nauczanie w ogóle, to sprawa dydaktyki jest zawsze najtrudniejsza, ponieważ każdy z nauczycieli „ma po drugiej stronie” żywego człowieka i powinien go traktować, według mnie, jako partnera. Podstawą dobrych relacji nauczyciel – uczeń, moim zdaniem, jest jasne i czytelne zapoznanie młodzieży z wymaganiami oraz stosowanie się do nich. Mam raczej opinię nauczyciela bardzo wymagającego, ale od początku do końca wiadomo, jakie są zasady i moi uczniowie cenią sobie to, że ich nie zmieniam. Nauka jest priorytetem z punktu widzenia realizacji programu, ale dla mnie również istotne jest to, że moi uczniowie chcą się spotykać i rozmawiać ze mną. Trudno jest być wymagającym nauczycielem i równocześnie dobrym  partnerem do rozmów. Mam nadzieję, że właśnie dzięki tej czytelności zasad i konsekwencji udaje mi się pogodzić te dwie role. Wiem, że wielu moim uczniom zależy na mojej opinii na ich temat i to jest także dla nich dodatkowy bodziec do pracy.

 

– Jakie cechy według Pana powinien mieć dobry nauczyciel?
– Najważniejsza rzecz to wiedza. To dla mnie nie ulega wątpliwości. Uczeń może zaakceptować to, że nauczyciel w niektórych przypadkach czegoś nie wie, ale niewiedza ta nie może stać się regułą. Druga rzecz to otwartość w stosunku do ucznia i empatia. Rozumienie w wielu przypadkach złożoności jego sytuacji, także rodzinnej czy nawet tego, że po prostu raz mu się nie chciało nauczyć. Nierobienie z tego jakiejś wielkiej tragedii, tylko umożliwianie mu poprawy, dawanie szansy na zaliczenie czy poprawienie oceny. Kolejna rzecz to to, że nauczyciel, a zwłaszcza historyk, powinien mieć umiejętność mówienia w sposób przekonujący. Sposób prezentacji wiedzy w sposób jasny, klarowny i przystępny ma ogromne znaczenie w procesie dydaktycznym. Przekłada się to potem na zainteresowanie uczniów danym przedmiotem. Oprócz tego ważna jest także konsekwencja, o której już wcześniej wspomniałem.

 

– Czy na przestrzeni ostatnich lat podejście do nauczania historii uległo zmianie?
– Myślę, że bardzo. Środki techniczne wykorzystywane podczas lekcji oczywiście bardzo ją wzbogacają. Dalej jednak jestem przekonany, iż to słowo nauczyciela odgrywa główną rolę w procesie nauczania. Jeśli nauczyciel nie będzie potrafił zainteresować samym słowem, to żadne rzutniki, grafoskopy, komputery czy cokolwiek innego nie są w stanie nadrobić tego braku. Technicyzacja zawodu nauczyciela uatrakcyjnia zajęcia lekcyjne, ale z drugiej strony w dalszym ciągu musi być kontrola nabytej wiedzy i zdobytych umiejętności w postaci rzetelnego sprawdzianu. W moim odczuciu szukamy różnych nowoczesnych metod docierania do ucznia, a podstawowa rzecz, by uczeń polubił dany przedmiot, to indywidualne podejście nauczyciela zarówno do młodzieży, jak i do spraw związanych z dydaktyką danego przedmiotu.

 

– Z jakiego osiągnięcia Pan jako nauczyciel jest szczególnie dumny?
– Najważniejsze dla mnie jest to, że średni wynik maturalny moich uczniów jest stosunkowo wysoki (od dwóch lat szacuje się na poziomie około 80% na poziomie rozszerzonym, a wcześniej ponad 70%). Moi uczniowie wiedzą, iż czasami bardziej ja martwię się ich maturą niż oni sami. Z sukcesów olimpijskich uczniów także jestem dumny: 47 moich uczniów jako laureaci i finaliści etapu centralnego uzyskało zwolnienie z egzaminu maturalnego, a trójka moich uczniów wygrała ogólnopolską olimpiadę. Cieszy mnie również fakt, że uczniowie nawet po opuszczeniu liceum utrzymują ze mną kontakt, przychodzą do mnie, dzielą się swoimi osiągnięciami, porażkami, także życiowymi. Wielką satysfakcję sprawiają mi wyróżnienia nadawane przez uczniów. Bardzo cenię sobie „PIETRASzki”, czyli nasze ogólnoszkolne nagrody przyznawane przez uczniów klas maturalnych. Jest to dla mnie dowód, że moja praca została zauważona i przyczyniła się do rozwoju zainteresowań i wiedzy historycznej moich uczniów. I jest to chyba mój największy powód do dumy.

 

– Czy po tak wielu latach pracy w szkole coś pana jeszcze potrafi zadziwić?
– Bardzo dużo rzeczy wciąż mnie dziwi. Przede wszystkim ciągłe zmiany w programie czy organizacji pracy nauczyciela. Zmiany te strasznie wybijają z rytmu pracy i nie jestem przekonany, czy idą w dobrym kierunku. Tym bardziej, że pomysły, które pragną realizować kolejne ekipy rządowe, są dość zatrważające z punktu widzenia nauczyciela, który uczy już ileś tam lat.

 

– Czy historia według Pana jest rzeczywiście nauczycielką życia?
– Oczywiście. Skoro jesteśmy w Unii Europejskiej i chcemy zachować w niej swą tożsamość narodową, to moim zdaniem historia i język polski są podstawowymi przedmiotami szkolnymi ową tożsamość kształtującymi, podtrzymującymi, rozwijającymi. Z tego punktu widzenia historia jest rzeczywiście bardzo ważna. Zresztą nauka historii i wiedza historyczna jest po prostu potrzebna każdemu kulturalnemu człowiekowi w ogólnym obyciu, w dyskusji, rozmowie z kimkolwiek. Tematy historyczne zawsze się będą pojawiały. W tym kontekście sądzę, że historia z pewnością jest nauczycielką życia.

 

– A czy odległa przeszłość może mieć jeszcze jakieś znaczenie dla młodych pokoleń?
– Historia zawsze będzie potrzebna i aktualna. Z jednej strony jest to ciekawość tego, jak było dawniej, a z drugiej, znając przeszłość, możemy uniknąć wielu błędów, wyciągając wnioski z faktów historycznych i działań przodków.

 

– Historia jest nauką o faktach, ale nie jest jednak wolna od ich wartościowania, interpretacji. Jak zatem uczyć młodych ludzi oddzielania jednych od drugich?
– Chciałbym, aby w historii na wszystkie pytania była taka jasna, jednoznaczna odpowiedź. Tym bardziej że ludzie żyjący w różnych epokach zupełnie inaczej oceniają, interpretują te same wydarzenia. Najgorszą rzeczą jest, gdy historia jest wykorzystywana jako narzędzie ideologiczne, a pewne fakty, ich interpretacje są naginane, np. przez polityków. Staram się tłumaczyć swoim uczniom, że jest kilka źródeł poznania, a oni muszą dojść do wyrobienia swojej własnej opinii o wydarzeniach z przeszłości. Pierwsze źródło wiedzy historycznej to interpretacja historii dokonywana przez nauczyciela podczas zajęć lekcyjnych. Inne źródło poznania to podręcznik czy w ogóle literatura historyczna. A kolejne źródło to to, co w domu mówi się na tematy historyczne. Uczeń w zetknięciu z różnymi opcjami może wybrać sobie swój własny punkt widzenia. Ważne jest to, aby nie narzucać absolutnie jedynej i właściwej interpretacji. Te czasy już były, źle na tym wyszliśmy, więc wyciągajmy z tego właściwe wnioski.

 

– Z jakim postaciami historycznymi chciałby Pan porozmawiać, gdyby było to możliwe?
– Moją ulubioną postacią historyczną jest Józef Piłsudski. Ale dostrzegam też jego wady wypominane w czarnej legendzie towarzyszącej tej postaci. Jest to kwestia obiektywizmu, który powinien cechować każdego historyka, każdego nauczyciela. Drugą taką postacią jest Jan Paweł II. Jeśli chodzi o inne cenione przez mnie postaci to właściwie w każdej epoce jest ktoś, z kim chciałbym się spotkać, gdybym mógł. Bardzo cenię Kazimierza Jagiellończyka, a z królów elekcyjnych Stefana Batorego. Nie lubię natomiast okresu Rewolucji Francuskiej. Jest to bardzo płynny okres, wiele zmian zachodzi w bardzo krótkim czasie, trudno jest mi więc przedstawić uczniowi w trakcie jednej czy dwóch godzin lekcyjnych całą złożoność sytuacji.

 

– Jakiej historii życzyć Panu na przyszłość?
– W związku z tym, że powoli zaczynam myśleć o emeryturze, to zdrowia, abym mógł doprowadzić do matury te roczniki, które uczę.

 

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Kuźnia

 

 


edukacyjnykrakow.pl 2009-11-23